Streamingowy lider przestawia zwrotnicę w stronę cyfrowych asystentów. AI w Netfliksie nie zajmuje się już tylko analizą danych widzów – teraz współtworzy sceny, skraca procesy, sugeruje, optymalizuje. Brzmi jak zapowiedź rewolucji? Niekoniecznie. To raczej cicha transformacja, której efektów jeszcze nie widzimy, ale która już teraz wpływa na sposób tworzenia treści.

Netflix coraz śmielej testuje AI nie tylko w laboratoriach, ale i w scenariuszach przyszłości – dosłownie. W preprodukcji generatywne modele zastępują ręczne szkice tzw. storyboardów. Wystarczy wrzucić kilka opisów scen, by w kilka chwil otrzymać gotowe kadry. Tam, gdzie kiedyś potrzebne były dni pracy ilustratora, dziś wystarczy algorytm i odrobina parametrów.

Jednym z pierwszych projektów, który pokazał ten kierunek, był krótkometrażowy anime „Dog and Boy” – japońska produkcja, w której tła wygenerowała sztuczna inteligencja. Efekt? Zachwyt technologią, ale też lawina krytyki pod adresem twórców. Nie brakowało głosów, że AI odebrało pracę ilustratorom.

W Netfliksie narzędzia AI służą też do analizowania nastroju scen, emocji bohaterów, a nawet do generowania wstępnych pomysłów na scenografię. W teorii – szybciej, taniej i sprawniej. A w praktyce? To zależy, kto pyta: dział finansowy czy zespół artystyczny.

Platforma, która tylko w 2023 roku wydała ponad 17 miliardów dolarów na treści, chce, by każdy dolar pracował dwa razy szybciej. AI nie kończy więc pracy na etapie planowania – wkracza też do studiów postprodukcyjnych.

Niektóre efekty wizualne, korekcje obrazu czy nawet poprawki montażowe są już częściowo generowane automatycznie. Jakby tego było mało – trwają testy automatycznego montowania trailerów i dobierania ścieżek dźwiękowych. Sztuczna inteligencja nie tylko podpowiada cięcia, ale też sugeruje emocjonalny ton – „więcej napięcia”, „mniej patosu”, „brzmienie noir, ale z domieszką nadziei”.

Brzmi jak redaktor z nieskończoną cierpliwością i dostępem do całej biblioteki świata? Dokładnie taki jest zamysł.

Na razie Netflix nie odpala armii botów do masowej produkcji seriali. AI testowana jest głównie w mniejszych tytułach, często lokalnych, i pełni rolę cichego konsultanta. Firma zarzeka się, że nie chodzi o eliminację ludzi, lecz o lepsze wykorzystanie ich potencjału.

Jednak na horyzoncie majaczy zmiana. Amazon, Disney, Warner Bros – oni wszyscy też eksperymentują z AI. Wyścig trwa. Kto pierwszy nauczy algorytm rozumieć niuanse dialogu, tempo montażu i to „coś”, co czyni serial angażującym – ten zgarnie widza. A przynajmniej jego subskrypcję.

Twórcy z branży nie kryją niepokoju. AI może pomóc, ale może też spłaszczyć przekaz. Uśrednić. Pozbawić narracji charakteru. Choć sztuczna inteligencja bywa użyteczna, wciąż nie wiadomo, czy potrafi „czuć” – a to w opowiadaniu historii jest kluczowe.

Czy przeciętny widz zauważy, że serial współtworzyła AI? Pewnie nie, przynajmniej na razie. Większość algorytmów działa w tle: wybierają kadry, sugerują emocje, poprawiają kolory. Ale kiedy pojawi się pierwszy odcinek wygenerowany w całości – od scenariusza po montaż – pytania o jakość i autentyczność staną się głośniejsze.

Bo przecież nikt nie chce oglądać produkcji, która smakuje jak danie z mikrofali. Nawet jeśli wygląda perfekcyjnie.

Netflix na razie gra ostrożnie. AI traktuje jak przyprawę, nie główne danie. Ale apetyt na technologiczną rewolucję w branży serialowej rośnie. I prędzej czy później, ktoś tę rewolucję wprowadzi. Pytanie: kto zrobi to pierwszy i najlepiej?

Materiał powstał we współpracy z AI: