Kiedy w połowie roku 2025 w jednym tygodniu pojawiają się dwa głośne komunikaty dotyczące AI, trudno zachować obojętność. W Szanghaju premier Chin apeluje o globalny konsensus i sprawiedliwy dostęp do sztucznej inteligencji, zaś w Waszyngtonie administracja USA ogłasza plan, który ma przyspieszyć ekspansję amerykańskich technologii. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że obie wizje wskazują podobny cel – rozwój AI dla dobra wszystkich. Lecz diabeł, jak to zwykle bywa, tkwi w szczegółach.

Przemówienie Li Qianga na WAIC przyciągnęło uwagę mediów. Premier Chin wskazał, że technologia nie powinna być „ekskluzywną grą” wybrańców. Zapowiedział powołanie międzynarodowej organizacji mającej koordynować rozwój i regulację AI na świecie. Pekin deklaruje gotowość do dzielenia się wiedzą i technologią z krajami, które wciąż się rozwijają.

Ta propozycja została odebrana jako sygnał, że Państwo Środka chce być architektem globalnych zasad, a nie jedynie uczestnikiem. Nie chodzi wyłącznie o retorykę – w tle trwa budowanie infrastruktury na miarę ambicji. Chińskie firmy, zachęcane przez rząd, łączą siły, by stworzyć kompletny ekosystem obejmujący chipy, modele językowe i usługi chmurowe. Sojusze takie jak „Model‑Chip Ecosystem Innovation Alliance” mają umożliwić rozwój krajowych technologii i zredukować zależność od zagranicznych dostawców.

Oferta współpracy skierowana do globalnego południa brzmi atrakcyjnie – mniejsze państwa mogą otrzymać dostęp do nowoczesnych systemów, na które nie stać ich z własnych środków badawczych. Ale w pakiecie z technologią przychodzą też standardy. Chiński rząd proponuje własny model zarządzania, w którym nacisk kładzie się na kontrolę infrastruktury i danych. W praktyce może to oznaczać przyjęcie rozwiązań promowanych przez Pekin w zamian za korzystne warunki licencyjne.

Budowana jest również symboliczna opowieść: Chiny stają w obronie „uciskanych” narodów przed technologiczną oligarchią. To ciekawa zmiana narracji w stosunku do lat poprzednich, kiedy zarzut protekcjonizmu częściej kierowano właśnie pod adresem Pekinu. Teraz to Państwo Środka mówi o równości, a reszta świata musi zdecydować, czy chce grać według jego reguł.

Kilka dni przed konferencją w Szanghaju Biały Dom opublikował „American AI Action Plan”. Zakłada on ograniczenie regulacji i przyspieszenie budowy infrastruktury AI oraz fabryk chipów. Jednym z filarów planu jest zachęcanie do eksportu amerykańskich technologii do sojuszniczych krajów, co ma wzmocnić globalną dominację USA w tej dziedzinie. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego bez ogródek stwierdził, że USA muszą wygrać wyścig sztucznej inteligencji.

Strategia ta jest wyraźnie skoncentrowana na ekonomii i geopolityce. Deregulacja ma przyciągnąć inwestycje, umożliwić szybkie wdrażanie nowych produktów i wyprzedzić konkurencję. Zachętą są ogromne środki – rząd planuje inwestować w centra danych i projekty badawcze oraz zachęca przedsiębiorstwa do poszukiwania rynków za granicą.

Paradoks deregulacji polega na tym, że może ona prowadzić do polaryzacji. Branża technologiczna zyska swobodę, ale pytanie brzmi: kto zadba o bezpieczeństwo użytkowników? W czasie gdy UE przygotowuje restrykcyjne regulacje, amerykański plan może doprowadzić do rozbieżności w standardach. Firmy będą musiały dostosowywać się do różnych wymogów w zależności od rynku, co zwiększy koszty administracyjne. Kraje korzystające z amerykańskich technologii mogą natomiast uzależnić się od dostawcy, który kładzie nacisk na prędkość i ekspansję.

Przekaz USA jest jasny: „Budujemy AI bez zbędnych ograniczeń, a świat może na tym tylko skorzystać”. Ale podobnie jak w przypadku chińskiej propozycji, za retoryką stoi strategia zwiększania wpływów. Deregulacja ułatwia sprzedawanie produktów, a dzięki eksportowi amerykańska technologia staje się standardem.

Obie inicjatywy świadczą o tym, że AI stała się instrumentem soft power. Chiny mówią o „dobru wspólnym”, ale budują alternatywne łańcuchy dostaw. USA apelują o innowacje, lecz jednocześnie dążą do utrzymania przewagi technologicznej. Każda z tych ścieżek ma konsekwencje wykraczające poza kwestie techniczne.

Kto kontroluje algorytmy, ten ma wpływ na gospodarkę, kulturę i bezpieczeństwo. Systemy rekomendacji, generatory treści, narzędzia wirtualne – wszystko to kształtuje nasze postrzeganie świata. W tej rywalizacji chodzi więc także o narrację. Czy będziemy korzystać z chińskich platform, które promują treści zgodne z linią partii, czy z amerykańskich, nastawionych na maksymalizację przychodów z reklam?

Dla globalnych przedsiębiorstw spór mocarstw tworzy mozaikę regulacji, standardów i ekosystemów. Firma oferująca usługi AI będzie musiała spełnić jednocześnie wymogi chińskiej instytucji, amerykańskiej deregulacji i europejskiego kodeksu etyki. To wymaga nowych inwestycji i pogłębia nierówności między dużymi korporacjami a małymi start‑upami.

Użytkownicy zyskają szerszy wybór rozwiązań – od tanich chińskich chipów po zaawansowane amerykańskie modele językowe. Jednak większa liczba opcji nie zawsze idzie w parze z przejrzystością. W gąszczu konkurencyjnych standardów łatwo stracić kontrolę nad własnymi danymi. Użytkownicy, którzy korzystają z wirtualnych przymierzalni czy opasek nagrywających rozmowy, często nie wiedzą, gdzie trafią nagrania i kto będzie miał do nich dostęp. W świecie, w którym AI potrafi rekonstruować fragmenty starożytnych tekstów na podstawie zniszczonych inskrypcji, nie dziwi, że rośnie świadomość wartości informacji.

Konflikt między wizją Pekinu a ambicjami Waszyngtonu pokazuje, że sztuczna inteligencja przestała być wyłącznie domeną naukowców. Stała się kartą przetargową w grze mocarstw, wpływając na relacje handlowe, dyplomatyczne i kulturowe.

Dla reszty świata priorytetem będzie znalezienie równowagi między dostępem do technologii a ochroną suwerenności danych. Niewykluczone, że powstanie kilka konkurujących standardów sztucznej inteligencji, a użytkownicy będą musieli świadomie decydować, komu oddają swoje dane i na jakich warunkach korzystają z inteligentnych usług. Jedno jest pewne – w nadchodzących latach dyskusja o AI będzie coraz bardziej złożona, bo będzie to rozmowa nie tylko o algorytmach, ale także o władzy i wartościach.

Materiał powstał we współpracy z AI: